Niezalogowany
Produktów: 30 / 5
Produktów w koszyku:0
 
 
Zapraszamy do obejrzenia relacji z naszych imprez
Zobacz imprezy
 
Nasz asortyment jest starannie badany pod kątem szkodliwych dla zdrowia składników. Jak dotąd nie wykryto żadnych!

Przeglądaj dokumenty
 
Zapraszamy do oglądania ciekawostek ze świata, wycieczek po zażyciu, badań, i wielu innych
Wszystkie filmy.
Dodaj film
 
Wszystkie produkty znajdujące się w ofercie sklepu Dopalacze.com są w 100% legalne.


Akty prawne
 
Najciekawsze artykuły z branży, oraz artykuly dotyczące tabletek.


Pokaż wszystkie.
 
Zapraszamy do dyskusji na naszym forum. Tematy od imprez po dopa- lacze.

Forum.
 
ENERGY Pills (12) EUPHORIC Pills (17) PSYCHEDELIC Pills (5) RECOVERY (2) BIAŁE PROSZKI... (4) SALVIA DIVINORUM (15) MAGICZNY OGRÓD:) (10) ZIOŁA ;) (9) DRUG TESTING KITS (4) AKCESORIA (4) Wkrótce w ofercie (5)
Producenci
Artykuły
Choćchouciąż i Henryk Pałąż |SALVIA DIVINORUM| Autor: Anonim
 

Substancja: Salvia divinorum. Spaliłem dwa cybuchy, w pierwszym było pół grama suszu i około 1/8 grama ekstraktu x5. W drugim, spalonym dziesięć minut później – około pół grama suszu.

Doświadczenie: alkohol, kofeina, marihuana, haszysz, calea zacatechichi, tatarak, jaskółcze ziele, DXM, benzydamina, LSA, anadenanthera peregrina, salvia divinorum

Set & Settings – pole, to samo miejsce, w którym przedwczoraj wciągnąłem cztery nasionka yopo. Nastawienie pozytywne, ale tez wielkie nadzieje, związane z tym tripem. Miałem nadzieje, że będzie naprawdę najpotężniejszy ze wszystkich dotychczasowych.



Wiązałem z tym tripem nadzieje wielkie. Powrót do salvii, po pięciu miesiącach (równo pięciu, co do dnia). Spodziewałem sie sam nie bardzo wiem czego, nawet miałem pewne wyobrażenie na temat podróży w głowie. Wiedziałem, jak chcę, żeby ten trip wyglądał. Głupi byłem.

Rano przygotowałem sobie muzykę (Mystical Sun), jednak w trakcie jazdy rowerem na miejsce zdałem sobie sprawę, że zapomniałem zupełnie o sprzęcie. Lekko zirytowany postanowiłem, że nie będę wracal. Dam sobie rade bez muzyki. To znaczy, salvia da radę.


Na miejscu (to samo, gdzie wciągałem yopo – skraj pola i w oddali las) rozłożyłem sprzęt, zmontowałem bongo, nasypałem suszu i ekstraktu, wyjąłem zapalniczkę żarową i odpaliłem.

Nie ma płomienia.

Zmroziło mnie. Na szczęście, miałem ze sobą gaz do zapalniczek. Nabiłem szybko zapalarkę gazem i rozpocząlem przypalanie. Sporo czasu mi to zajęło, z uwagi na wiatr. W końcu zdołałem podpalić susz w cybuchu. Pierwsze zaciągnięcie – weszło ładnie do płuc. Odstawiłem bongo. Przez moment nic się nie działo - zwątpiłem, że coś sie stanie. Wypuściłem dym i zaciągnąłem się znów. Tym razem znacznie głębiej. Zaczęło się.

Poczułem znane mi z poprzednich podróży zgęstnienie powietrza. Przy czym, jeśli kiedyś powietrze robiło się gęste, to teraz zaczęło krzepnąć wokół mnie. Przez kilka sekund mogłem jeszcze ruszać rękami, potem zastygłem zupełnie. Prawie jak posąg. Świadomość zawężyła się do jednego punktu, mogącego tylko obserwować otoczenie. Patrzyłem nieco w dół, lekko w prawo. Widziałem niby swoje nogi, trawę, kwiaty i tak dalej, ale nie były prawdziwe. Sprawiały wrażenie namalowanych na płachcie, którą ktoś przesłonił mi oczy. Potem usłyszałem głosy. Dobiegały z prawej strony, z góry, „zza zasłony”. Głosy, śmiechy, hałasy. W tym momencie zostałem olśniony.

To już się działo podczas poprzednich podróży.

Byłem tu już kilka razy, zawsze jednak o tym zapominałem. W tamtych przypadkach z tego punktu wyruszałem w podróż do innych światów – to coś w rodzaju przedsionka salviprzestrzeni.

Głosy i śmiechy nabrały na sile – zbliżały się do mnie. Zdawało się, ze wystarczy zedrzeć tylko płachte z namalowanym światem, żeby znaleźć się w zupełnie innym miejscu. Obraz z lewej strony i obraz z prawej nagle rozdzieliły się. Z prawej strony przepłynęło Coś, istota ze świata z drugiej strony zasłony. Teraz wydaje mi się, że można to Coś nazwac chochlikiem. Przebiegł z prawej strony w lewą. Popatrzyłem za nim i chciałem tez pobiec, ale zdałem sobie sprawe, że nie wiem, jak biegać po zaslonie. Na dobra sprawę, to nawet nie ruszyłem głową. Powiedzmy, że spojrzałem w bok trzecim okiem.

Spojrzałem znów prosto (trzecim okiem, ciało nie poruszyło się ani przez moment). Poczułem nagle Obecnośc. Po prostu obecnośc. Nie widzialem nikogo, nie słyszalem, a jednak wiedziałem, że za zasłoną, nieco w górze ktoś stoi. Kobieta, duch szałwii. Lady SD, którą miałem jak dotąd okazję spotkac tylko raz, przelotnie. To było piękne uczucie. Nie chciałem, żeby odchodziła, nigdy. Nic nie mówiła, ale w głowie pojawiło mi się nagle przekonanie, że jestem glupi. Niesłychanie głupi – chciałem, żeby dała mi to, co chcę, podczas gdy Lady daje ludziom to, co jest im potrzebne. Bramy do innych światów zostały dla mnie dzisiaj zamknięte – musze zadowolić sie pobytem w przedsionku i czekać na pozwolenie na kolejna podróż.

Wypuściłem dym z płuc. Minęło może kilkanaście sekund.

Zaciagnąłem się raz jeszcze. Ledwo skończyłem, gdy ktoś zaczął ciągnąć mnie do tyłu. Odczuwałem obecnośc kilku chochlików z drugiej strony Zasłony. Pociągnęli mnie i ułożyli wygodnie w trawie. Potem zniknęli. Leżałem w trawie i patrzylem się w niebo. Cos przygniatało mnie do ziemi, ale nie zwracalem na to większej uwagi. Na niebie działy się ciekawsze rzeczy.

Oto wielki, biały cumulus i drugi, znacznie mniejszy, który powoli odłącza sie od macierzystej chmury.

- Lecisz synu! Z wiatrem.

-Tak jest, tato!

Podziwiałem, jak płyną po niebie. W chwilę potem moją uwagę zwróciły jakieś głosy ponad moją głową. Zadarłem łeb w górę i ujrzałem chaszcze. Dwie najbliższe rośliny rozmawiały ze sobą.

- Ale debil.

- No głupi strasznie.

- Choćchouciąż i tyle.

To było ważne. Z trudem wstałem (przygniatała mnie grawitacja salvii) i zapisałem to w zeszycie. „Choćchouciąż – duchy wiertakcioły.” Nie zdołałem długo utrzymać się wyprostowany. Znów padłem na trawę

Tym razem skupilem uwagę na innej chmurze, za którą skryło się słońce. Niebo miało niesłychanie głęboki, błękitno-granatowy kolor. Widziałem chmurę we wszystkich szczegółach. Widziałem jej postrzępione krawędzie, czułem ją. Stałem się chmurą.

Odejdź, chmuro.

Za chmury powoli wyłoniło się słońce i oślepiło mnie. Wpatrywałem się w nie z uporem maniaka, starając się dostrzec w nim coś jeszcze (ale co? Nie wiem). Coś w głowie powiedziało mi, bym zamknął oczy. Zrobiłem to. Normalnie zobaczyłbym pewnie okrągły, świetlisty poblask, nie? Wtedy jednak ujrzałem rozbłysk, który był człowiekiem (a przynajmniej kimś, kto wyglądał jak człowiek). Znikąd usłyszałem głos, który wyjaśnił – oto Bóg Słońca. Ten sam, którego czciły wszystkie pierwotne i starożytne kultury na całym świecie. Bóg Słońce.

Lekko oszołomiony siadłem. Wracałem powoli do rzeczywistości. W chmurach widziałem twarze. Nieskończenie wiele duchów, żyjących własnym życiem. Większość nie zwracala na mnie uwagi, poza jednym, starym duchem, który uśmiechnął sie do mnie krzywo i rozpłynął sie na niebie.

Wszędzie wokół mnie były duchy. W chmurach, drzewach, krzakach, trawie. Nie zwracały na mnie uwagi, bo i w sumie czemu? Do czego mógłbym im sie przydać?

Wtem w głowie usłyszałem kolejny głos. Kierując sie jego poradami, nabiłem ponownie suszem cybuch i przypalilem. Zaciągnąlem się, ale tym razem płuca zbuntowały się. Wykaszlałem dym. Mimo to, nie poddając się, wypaliłem kolejny cybuch.

Nie doświadczyłem żadnych wizji, jedynie znów zagłębiłem sie w zagęszczoną przestrzeń. W zeszycie zapisałem nazwisko: "Henryk Pałąż" - nie mam zielonego pojęcia, czemu. Zaraz potem poczułem nieodpartą potrzebę porozmawiania z kimś. Wyjąłem telefon i zadzwoniłem do pierwszego kumpla. Nie odbierał, ale i tak z nim rozmawiałem. W głowie miałem jakby film, druga rzeczywistość, tak samo prawdziwą jak ta odbierana na codzień. Rozłączyliśmy się. Zadzwoniłem do kolejnego kumpla.

Tym razem odebral w pierwszej rzeczywistości, tej niby prawdziwej, nie w tej w mojej głowie.

-Co sie stało?

Nie odpowiedziałem. Z głębi ciała nadszedł nieposkromiony śmiech – nie widziałem powodu, żeby go nie uwolnić, więc zacząłem się śmiać. Śmiałem sie długo, leżąc w trawie. Kumpel, nazywany dalej K., chyba nie bardzo wiedział, o co chodzi, ale śmiał się razem ze mną. W końcu trochę sie opamiętałem. K. wykorzystał okazje i spytał:

- Dawno temu paliłeś? - mówiłem mu wcześniej, że jadę palić szałwię.

- Cały czas – odpowiedziałem i znowu wybuchnąłem śmiechem. - Popatrz na chmury.

- I?

- Są piękne.

- No, zajebiste. Zajebiście piękne.

- Nie, nie zajebiste. Po prostu piękne. Przyjrzyj sie im.

- Patrzę.

- Nie, nie tak. Popatrz na nie, zobacz je, poczuj je.

- No robie to.

- Nie, nie robisz.

- To co mam zrobić, żeby je zobaczyć?

- Słuchaj...

Dalszej rozmowy chyba nie ma co przytaczać – ani jej za bardzo nie pamiętam, ani też wiele do raportu nie wniesie. Rozmawialiśmy o chmurach. W końcu K przyznał, że widzi w chmurach twarz. Zaczął mi ją opisywać, ale jakoś nie słuchałem. Podziwiałem twarze w chmurach, póki jeszcze salvia działała i mogłem je dostrzec. Niedługo potem rozłączyłem się (rozmowa trwała równo dziesięć minut i zżarła mi cholernie dużo kasy).

Efekty już prawie zniknęły. Spakowałem sprzęt i pojechałem w stronę domu.


Po drodze rozmyślałem nad podróżą. Na początku zdawało mi się, że spodziewałem sie czegoś znacznie większego, ale nie mogę powiedzieć, że ten trip był zły (bo nie był). Zostałem skarcony. Będę więc czeka, aż zostanie mi pozwolone ponownie wejść do salviprzestrzeni. Zdawało mi się, że jestem już w miare doświadczonym salvinautą, teraz jednak widzę, że się myliłem. Wiem już, że gdy się pali szałwie, nie można się niczego spodziewać, niczego oczekiwać. Lady robi co chce i kiedy chce, a jej możliwości sa ogromne. Nieskończone.

Artykuł opublikowany sobota, 20 październik 2007.
Kontynuuj
Aktualne recenzje: 1
Napisz recenzję Recenzje
Powiadom znajomego o tym artykule:  
Produkty powiązane z tym artykułem:
SALVIA DIVINORUM x10 Extract 1g
SALVIA DIVINORUM x10 Extract 1g
SALVIA DIVINORUM x60 Extract 1g
SALVIA DIVINORUM x60 Extract 1g
SALVIA DIVINORUM x40 Extract 1g
SALVIA DIVINORUM x40 Extract 1g
SALVIA DIVINORUM x21 Extract 1g
SALVIA DIVINORUM x21 Extract 1g
SALVIA DIVINORUM x17 Extract 1g
SALVIA DIVINORUM x17 Extract 1g